SOLIDEXPERT TEAM wystartował w IV Int. Budapest-Tata Rallye Historic Regularity - SOLIDEXPERT
Działamy od 2002 roku
Autoryzowany Dystrybutor SOLIDWORKS
NEWSLETTER: promocje, newsy

SOLIDEXPERT TEAM wystartował w IV Int. Budapest-Tata Rallye Historic Regularity

Zgodnie z przedsezonowymi planami, miniony weekend SOLIDEXPERT Team spędził na Węgrzech, biorąc udział w IV Int. Budapest – Tata Rallye Historic Regularity.

Niewiele brakowało, a całe przedsięwzięcie legło by w gruzach już na „zakopiance” w Gaju. W samochód serwisowy wiozący naszą rajdową Lancię Beta Montecarlo,  na odcinku z obowiązującym ograniczeniem do 50 km/h, uderzyła Škoda Octavia. Szczęściem w nieszczęściu, były tylko stosunkowo niewielkie uszkodzenia Mitsubishi Canter’a wiozącego Lancię, która w zdarzeniu w ogóle nie ucierpiała, czego nie można było powiedzieć o Skodzie. Po usunięciu uszkodzeń Cantera, z kilkugodzinnym opóźnieniem, serwis wyruszył ponownie do Budapesztu, gdzie bez problemów  dotarł nad ranem.

Sobotni poranek na Placu Bohaterów w Budapeszcie, powitał załogę deszczem. Lancia „wypakowana” już wcześniej przez serwis, była gotowa do wyruszenia na odcinek kalibracyjny. Przed każdym z rajdów na regularność, organizator zobowiązany jest przygotować odcinek o długości 1 kilometra, z wyraźnie oznakowanym początkiem i końcem pomiaru. Umożliwia to załodze skalibrowanie swoich urządzeń pomiarowych, do tych których używali autorzy trasy, podczas jej opisywania, aby zminimalizować ewentualne rozbieżności w pomiarze odległości pomiędzy kolejnymi „sytuacjami” w książce drogowej.

Po powrocie na Plac Bohaterów, odebraliśmy „pakiet startowy” zawierający komplet rajdowych dokumentów – książkę oraz kartę drogową, identyfikatory dla członków załogi oraz zestaw do oklejenia samochodu. Naklejenie numerów startowych oraz rajdowych tablic, w trakcie padającego deszczu nie było najłatwiejszym zadaniem, ale z pomocą przyszła nam jedna z osób z obsługi rajdu. W miarę estetycznie udało się nakleić „6” na drzwi naszej Lancii. Przed startem czekała zawodników jeszcze odprawa oraz montaż GPS, do monitorowania czasów przejazdu na odcinkach prób regularności jazdy.

Z dwuminutowym opóźnieniem, spowodowanym koniecznością kontroli poprawności działania GPS, wyruszyliśmy na trasę I etapu – o godzinie 10:07. Wyjazd z zatłoczonego Budapesztu nie nastręczył szczególnych problemów i nie spowodował znaczących strat czasowych.

Nowością dla załóg z Polski, był  system startu do prób RT(Regularity Test) odmienny, od tego stosowanego w krajowych rozgrywkach. Dotychczas w Mistrzostwach Polski, na każdym Starcie RT, oznakowanym tablicami wyznaczającymi strefę startu, znajdowali się sędziowie, wpisujący do karty każdej załogi, czas w którym wyrusza do próby. Było to zawsze o pełnej minucie – według wskazań zegarów na poszczególnych punktach (synchronizowanych radiowo). Na Węgrzech, aplikacja obsługująca system pomiaru czasu dawała możliwość lotnego startu do próby, bez  konieczności zatrzymywania i ruszenia o ściśle określonej minucie. Powodowało to znaczne ograniczenie wymaganej ilości sprzętu i osób obsługi, a zarazem znacznie szybszy i sprawniejszy przebieg zawodów.

Padający nieustannie deszcz powodował, że było ślisko, o czym aż nadto przekonała się węgierska załoga jadąca Renault 5 Alpine. Na ostrym zakręcie (na trasie dojazdowej do kolejnej próby) „odjechał przód” i po przekroczeniu osi jezdni doszło do kolizji z samochodem, nadjeżdżającym z przeciwnej strony. Uszkodzenia nie były zbyt wielkie, ale na tyle poważne że załoga nie była w stanie kontynuować rajdu.

Po pokonaniu czterech prób, na PKC2 dojechaliśmy z kilkuminutowym zapasem – nauczeni doświadczeniem z praskiego Revivalu, kontrolowaliśmy cały czas średnią prędkość na trasie dojazdowej. Pozwoliło to jechać zgodnie z ewentualnymi ograniczeniami w terenie zabudowanym, aby nie być zmuszonym w końcówce, do gwałtownego „gonienia” czasu do PKC. Dzięki temu mieliśmy kilka minut na wyjście z samochodu i rozprostowanie kości. Kilka załóg już tutaj złapało pierwsze spóźnienia.

Kolejna, krótsza sekcja – tylko z dwoma próba, zaprowadziła nas do Sorod, gdzie PKC zlokalizowano w zespole parkowo-pałacowym. Tu czekała nas 40 minutowa przerwa, przeznaczona na lunch – w pałacowej restauracji. Posileni węgierskimi specjałami – kluseczkami z gulaszem, wyruszyliśmy na najdłuższą – trwającą 2 godziny 40 minut – sekcję dzisiejszego dnia, z dziewięcioma RT do rozegrania. PKC w Mor, podobnie jak większość załóg, osiągnęliśmy o czasie, skąd od razu ruszaliśmy dalej. Ostatnia sobotnia sekcja, trwająca 2:10 h, to kolejnych 5 prób RT, oraz nietypowa próba – niezaliczana do ogólnej punktacji rajdu.

Na terenie zamkowego parku w Tata, na alejce nad brzegiem jeziora, wytyczono próbę o długości 200 metrów, którą należało przejechać w ściśle określonym czasie. Pomiar odbywał się za pomocą fotokomórek, podobnie jak na odcinkach specjalnych – dokładnością 0,001. „Chytrość” próby polegała na tym, że czas próby był dla załogi nieznany. Mniej więcej w połowie dystansu, za rosłym platanem, umieszczony był zegar kartkowy, wskazujący czas na pokonanie próby. Zadaniem pilota, było odczytanie tej wartości oraz poprowadzenie kierowcy tak, aby w momencie upływu zadanego czasu – konkretnie 27 sekund – „przeciąć” fotokomórkę znajdującą się na linii mety. Trafienie w 27 sekund, nie nastręczało większych problemów, natomiast dokładność pomiaru do 0,001 sekundy była niemożliwa do złapania przy ręcznym pomiarze 🙂

I etap długości 292 kilometrów przejechaliśmy bez spóźnień, a próby RT (115,5 km) – w naszym odczuciu również bardzo dobrze. Po dotarciu do Duna Residence i oddaniu karty drogowej, pozostało oczekiwać tylko na wyniki. Niestety, jak to z wynikami bywa, prawie nigdy nie są opublikowane na czas 😉 Dopiero kolejnego dnia, tuż przed startem do finałowego etapu, otrzymaliśmy wydruki z dnia poprzedniego. Nasze wcześniejsze przypuszczenia, znalazły odzwierciedlenie w wynikach z 19 rozegranych dotychczas prób. SOLIDEXPERT Team zajmował drugą pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu. Mocno zmotywowani udaliśmy się na start, który miał nastąpić z bramy wjazdowej do Zamku Tata.

W strugach lejącego nieustannie deszczu, o 10:03 wyruszyliśmy na trasę II etapu, na który składały się 2 sekcje z 10 próbami RT. Warunki były znacznie gorsze niż pierwszego dnia. W wielu miejscach trasie płynęła woda lub pojawiały się rozległe kałuże – było ślisko. Powodowało to częsty uślizg lub blokowanie kół, co sprawiało że pojawiały się błędy w pomiarze odległości. Z kolei lotny start do prób, stwarzał konieczność dostosowania odstępu do poprzedzającej załogi. Kontakt wzrokowy z poprzednikiem umożliwiał, kontrolowanie i porównywanie tempa, jednak zbyt mała odległość mogła utrudniać jazdę. Do jednej z prób wystartowaliśmy zbyt blisko konkurentów jadących Mercedesem. Jechali minimalnie wolniej od zadanej średniej, przez co powoli zbliżaliśmy się do nich niwelując dystans. Końcówka próby prowadziła licznymi serpentynami w dół, co doprowadziło że jechaliśmy prawie na ich zderzaku. W momencie, gdy powinniśmy trochę przyspieszyć, nie było już na to miejsca 🙁 a wyprzedzenie na niewidocznych zakrętach było niemożliwe. To był nasz błąd, jednak o tyle nie do przewidzenia, że akurat ta próba było wyjątkowo górska i kręta jak na węgierskie warunki, a także w porównaniu do wcześniej rozegranych. Startując do kolejnych RT zachowywaliśmy już znacznie większy dystans, jednak specyfika rajdu rozgrywanego w otwartym ruchu, nie pozwala przewidzieć wszystkiego. Na jednej z prób biegnącej przez miejscowość, natknęliśmy się na autobus zatrzymujący się na przystanku – to również wybiło nas z rytmu i średniej. Te dwie sytuacje mogły zaowocować utratą drugiej pozycji, ponieważ nasz bezpośredni rywal był tylko o 2 sekundy za nami. Pozostało nam jechać najlepiej jak to możliwe, a przede wszystkim dojechać do mety, bo w międzyczasie odpadło z rajdu już kilka załóg. Na PKC w Esztergom dojechaliśmy z 5 minutowym zapasem, ale ulewny deszcz zniechęcał do opuszczania samochodu. Czekała do pokonania ostatnia sekcja z 5 próbami, na co mieliśmy 1:40h. Zachowując zwiększony dystans do poprzedzających załóg, bezproblemowo przejechaliśmy wszystkie próby zdążając na metę, która również znajdowała się w miejscowości Tata. PKC na mecie, umiejscowiony był odmiennie niż podano książce drogowej, ale była to jedyna niezgodność w jej zapisach. Zmiana – być może spowodowana rezygnacją z eksponowania samochodów po przyjeździe na metę, wprowadzała pewne zamieszanie i mogła doprowadzić mniej doświadczone załogi do próby wjazdu na PKC z niewłaściwego kierunku.

Rajd zakończył się zwycięstwem prowadzącej od startu do mety, załogi  Bela Bodony/Krisztian Voros, jadącej Ładą 2101. Drugie miejsce zajęła załoga Zoltan Farkas/Ivan Szalai, która po pierwszym etapie zajmowała trzecią pozycję. Węgrom w Oplu GT, nie tylko udało się odrobić 2 sekundy dzielące ich po pierwszym dniu do Polaków, ale dołożyć do tego jeszcze kolejne 3.

SOLIDEXPERT Team zakończył zmagania na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej IV Int. Budapest-Tata Rallye Historic Regularity,  z 28 sekundami karnymi (co średnio daje poniżej jednej na poszczególnych próbach 🙂 )

Rajd uważamy pod każdym względem za udany. Przejechaliśmy kolejne kilometry, w sprawnie przeprowadzonym rajdzie, poznaliśmy nowe trasy i sposób pomiaru czasu. Szkoda, że w wynikach (odmiennie niż w Polsce)nie są podawane odchyłki +/_  , co pozwoliło by łatwiej wyciągać wnioski i szukać własnych błędów. Żałujemy że nie dopisała pogoda, ponieważ deszcz zdecydowanie pokrzyżował szyki i niektóre plany organizatorów. Wywozimy z Węgier nie tylko trofea, ale również dobre wrażenie i miłe wspomnienia. W imieniu załogi, zaprosiliśmy węgierskich zawodników do udziału w 8 Rajd Polski Historyczny, a zarazem zachęcamy polskie załogi do spróbowania swoich sił w V Int. Budapest-Tata Rallye Historic Regularity.

SOLIDEXPERT Team w najbliższym czasie planuje start w II Rundzie Historycznego Pucharu Południa – 1 Rajdzie Ziemi Głubczyckiej, który odbędzie się w dniach 17-18.05.